|
Nie potrafię wzniośle, ze smutną powagą, opisać w paru
słowach tego, co mnie, co nas, kolegów „po pędzlu” z nim łączyło. Gdyby ktoś
kilka lat temu powiedział nam, że ten „chłop na schwał”, ten zdolny i dowcipny
artysta ulegnie nieuleczalnej chorobie i mimo walki przegra z nią – to nie
uwierzylibyśmy... A tak niestety się stało. Śmierć go przedwcześnie z naszego
środowiska zabrała.
|