Pamięci Jana Herli

Nie potrafię wzniośle, ze smutną powagą, opisać w paru słowach tego, co mnie, co nas, kolegów „po pędzlu” z nim łączyło. Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział nam, że ten „chłop na schwał”, ten zdolny i dowcipny artysta ulegnie nieuleczalnej chorobie i mimo walki przegra z nią – to nie uwierzylibyśmy... A tak niestety się stało. Śmierć go przedwcześnie z naszego środowiska zabrała. 

2010-11-24
czytaj dalej